Nie żeby rządzący przez tyle lat PiS cokolwiek na kolei naprawił…
No właśnie otóż – nie chcę subiektywizować a nie mam jak tego lepiej zasygnalizować, akurat są wątpliwości co do Klimczaka personalnie, lecz to nie twarde kwity. Za PiSu, jeśli już faworyzowano, to magistrale do CPK, być może kosztem wykluczenia transportowego poza nimi (szczerze nie wiem), a za PO niby już nie (w tym wpuszczenie czeskiego RegioJet i różne promki, w tym ciapong do Croatii), acz są wątpliwości (PKP Cargo).
W każdym razie ideologiczno-politycznie Klimczak to kolejny po wcześniej – o ironio – Ziobrze i teraz Siemoniakach, co podkręca “spiralę zamordyzmu” z “morderstwem drogowym” i “trzeba zaostrzać kary”.
To nie jest takie proste z tym ‘wykluczeniem’. To bardziej polityczne bicie piany.
Za PiSu istniał ten projekt ‘szprych’ (promowany przez Piotra Malepszaka!), który miał być takim sposobem na uratowanie albo spięcie różnych linii regionalnych. Tyle że oni koniecznie chcieli to budować z budżetu przeznaczonego na kolej dużych prędkości, więc cały projekt miał wadę w postaci konieczności dowiedzenia, że każda z tych linii pomoże pasażerom lepiej dojechać do CPK. W końcu na to brali unijne pieniądze.
Różnie się dzisiaj ten projekt ocenia. Tacy ludzie jak Piotr Rachwalski uważają go za głupotę, bo ostatecznie projekt nigdy nie był super dopracowany, a ‘zabierał’ finanse potrzebne na budowę porządnej KDP. Ta frakcja argumentuje, że spięcia innych linii kolejowych w Polsce trzeba wykonać nie przy okazji tego projektu tylko w zależności od konkretnych potrzeb regionalnych, wojskowych itp (wojsko jest istotnym czynnikiem, bo to ono często domaga się skutecznie remontu jakiejś linii, dzięki czemu możliwe staje się przywrócenie na niej ruchu).
Inna frakcja to Matysiakowcy, ludzie związani bardziej z PiS, Karol Trammer, itp. Ci ludzie uważają, że w jakiś sposób budowa CPK miała spinać się z hasłami walki z wykluczeniem komunikacyjnym, co było raczej zagrywką czysto polityczną pod ‘socjalny’ elektorat PiS i dalej tak jest używane. Bo w realnym projekcie Kolei Dużych Prędkości w czasach PiS nie było mowy o tym, że np. pociąg KDP ma się zatrzymywać w Kaliszu czy gdzieś. W ogóle nie było wiadomo, gdzie ma się zatrzymywać, bo PiS ten projekt ciągnął 8 lat bez dosłownie żadnych konkretów, a część tych połączeń określanych jako ‘szprychy’ istniała wyłącznie w głowach pomysłodawców, bo nie doczekała się nawet porządnego projektu na papierze. Dopiero pod sam koniec kadencji, kiedy było ryzyko że partia przegra wybory, zaczęto mówić o tym, że w sumie to po KDP mają też jeździć pociągi regionalne (nawet mi w Łódzkim wymyślili stację w Brzezinach), a ‘szprychy’ to jednak wybuduje PLK. I dopiero po przegranych wyborach zaczęło się larum, że co wy robicie, że KDP powinna zatrzymywać się w Kaliszu, a może i w Zduńskiej Woli, walczymy z wykluczeniem, sratatata. A potem to już w ogóle było mówione, że kolej powinna być maksymalnie średniej prędkości, do 250 km/h, bo i tak w Polsce nikt nie buduje szybszych pociągów, a poza tym to czas przejazdu nie jest istotny i tak dalej.
Nie żebym nie rozumiała argumentów tych ludzi z drugiej frakcji, tylko one wszystkie są zbudowane na fałszywej podstawie: założeniu, że pieniądze z projektu na Kolej Dużych Prędkości muszą iść na kolej regionalną, co było klasycznym pragnieniem, żeby mieć ciastko i je zjeść. CPK, Port Polska, jak tam zwał, od dawna jest planowane jako hub logistyczny, a nie kluczowe lotnisko pasażerskie. Jasne że istotne jest tutaj, by prowadziły do niego tory o podwyższonym standardzie prędkości, skoro ma się to spiąć z Berlinem, Pragą itp. Aspekt pasażerski też jest istotny, bo szybkie połączenie z europejskimi stolicami może trochę odciążyć przewoźników lotniczych i dać alternatywy podróżowania, ale no do cholery jasnej, wtedy kolej musi być konkurencyjna (np. za sprawą prędkości) - każdy postój w Kaliszu czy jakiejś nowej Włoszczowie ten potencjał niweluje.
Matysiakowcy zachowują się, jakby regionalnych linii w Polsce nie można było już remontować i budować z tego budżetu który jest (i nie są to małe pieniądze). Za czasów PiSu nikt nie przejmował się, że PKP PLK buduje podejrzanie drogo i zachowuje się jak księstwo udzielne, nie zrobiono mu porządnego audytu i nie wymuszono lepszych standardów. A to tędy ucieka kasa: remontowanie tej samej linii po dwa razy, robienie na jednej linii likwidacji rozjazdów i mijanek tylko po to, by przywrócić je w następnym remoncie, podejrzanie wysokie koszty materiałowe i tak dalej. O tym mówił Malepszak już lata temu, kiedy pokazał, że można planować mądrzej i budować dużo taniej. Zamiast jednak zająć się niegospodarnością w PLK i przycisnąć cały ten beton tak, by znaleźć środki na ‘szprychy’ i remonty łączników linii regionalnych, wszyscy nagle zaczęli krzyczeć, że to wszystko miało być rzekomo zrobione w projekcie KDP (CPK), tylko złe PO wszystko ucięło.
Tymczasem ja nie widzę jakiegoś cięcia, bo jak mówiłam, wcześniej dosłownie nie było żadnego realnego projektu. Nic na papierze. Nawet kosztorysu. Ba, oryginalny plan z okolic 2018 mówił że jak najbardziej KDP musi mieć prędkość 320 km/h bo inaczej się nie opłaca budować. A natura KDP jest raczej taka, żeby podróżować nią na dalsze dystanse, z możliwie małą liczbą postojów. Bo tylko wtedy jest jakiś uzysk czasowy z tej prędkości.
Trammer pieje o ‘efekcie Włoszczowej’, domagając się dodawania stacji na linii KDP. Matysiak chce budowy linii do 250 km/h bo polscy producenci (kapitał ‘narodowy’ ważna sprawa xD). A Horała grzmi o jakimś odcinaniu i wykluczaniu, kiedy przecież nikt nikogo nie wyklucza, bo ta linia wcześniej nie istniała. Poprzednia ekipa zamiast zacząć naprawiać lata zapaści na kolei, jedynie powstrzymała tempo likwidacji linii. Nic więcej. Nie stworzyła żadnego dobrego planu rozwoju kolei regionalnych, a zamiast tego wcisnęła samorządom żałosne Kolej Plus, które wymagało WŁASNEGO FINANSOWANIA części projektu.
Nie jestem #teamliberałowie, ale ta konkretna kwestia jest rozgrywana przez frakcję #2 tylko i wyłącznie z powodów politycznych. Albo budujemy polskie TGV (i realnie zachęcamy ludzi do przesiadki z samolotów na kolej), albo nie robimy tego wcale, bo rzeczywiście szkoda siana i za te pieniądze po prostu modernizujemy co jest, elektryfikujemy linie w Lubuskim i Warmińko-Mazurskim, etc.
Wiem doskonale, że libki raczej likwidują kolej w regionach niż ją budują. Ale nawet oni czują, gdzie teraz można zdobyć społeczne poparcie. Widzą, jak zmienił się krajobraz i nawyki korzystania z kolei od kiedy spółki marszałkowskie weszły do gry i zaczęły nawet obsługiwać połączenia dalekobieżne i remontować linie które nie należą do PLK.



